wyposażenie sklepów -
Prawdopodobnie później czekają nas sprawdziany.
- Och, ojcze, bądź poważny.
- Nie żartuję. Sprawdziany, które pojawią się w toku tych studiów, będą zapewne miały bardzo poważne konsekwencje.
- Jakie?
- Nie mam pojęcia, mogą dotyczyć końca świata lub nadejścia tego, który nas przed tym uratuje. - Spojrzał na mnie tajemniczo.-Przyjemnej pracy, Pol - powiedział, wracając do swej kopii bredni wariata znad brzegów Mrin.
Następnego ranka włożyłam swój szary riyański płaszcz, osiodłałam Barona i wybrałam się na przejażdżkę. Drzewo, stojące w aurze wieczności, zaczęło właśnie przywdziewać jesienny strój i wyglądało przepięknie. Ptaki, pewnie potomkowie mojego zuchwałego wróbelka i
lirycznego skowronka, przyfrunęły na powitanie, gdy się zbliżyłam. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi spotkać ptaka, który nie zawołałby mnie po imieniu.
Matka nie odpowiedziała, gdy wysłałam swe myśli na jej poszukiwanie, ale nie spodziewałam się, że odpowie. Mama nadal była pogrążona w żałobie po śmierci mojej siostry.
Nie naciskałam więc, gdyż tak naprawdę przyszłam odwiedzić Drzewo. Nie rozmawialiśmy z sobą, ale tego nie robiliśmy nigdy. Naszego zjednoczenia nie można ubrać w słowa. Zanurzyłam się w aurze odwieczności, chłonąc jego wieczną obecność, a ono, na swój delikatny sposób, potwierdziło słowa ojca z poprzedniego wieczoru. Ojciec,
Beldin, bliźniaki i ja nie byliśmy jak inni ludzie i nasze cele były inne.
Po pewnym czasie wyciągnęłam rękę, położyłam na chropowate] korze Drzewa, westchnęłam i wróciłam do wieży ojca oraz czekającego na mnie Kodeksu Mrińskiego.
W ciągu następnego półwiecza co jakiś czas odwiedzaliśmy z ojcem Wyspę Wiatrów - zwykle by wziąć udział w Radzie Alornów. W Chereku, Drasni i Algarii panowali nowi królowie, ale nie byli już tak bliscy jak Cherek, Dras czy Algar. Ponieważ pomiędzy tymi wizytami upływało sporo czasu, z całą ostrością uświadomiłam sobie fakt, iż Daran i Kamion z wyposażenie
sklepów każdą naszą wizytą robią się wyraźnie starsi. Ojciec o tym napomykał, ale ktoś musi to chyba powiedzieć wyraźnie - nasza sytuacja była bardzo szczególna i wymagała szczególnego nastawienia. Zdecydowanie musieliśmy dystansować się od tych, których znaliśmy i kochaliśmy, w miarę jak się starzeli. W przeciwnym wypadku groziło nam prawdopodobnie szaleństwo. Wieczny smutek potrafi w końcu zniszczyć umysł. Nie jesteśmy bez serca, ale nasze obowiązki wymagają, byśmy chronili się przed zwykłymi ludzkimi uczuciami. Inaczej nie moglibyśmy prawidłowo funkcjonować. Widziałam, jak Daran i Kamion stawali się zdziwaczałymi, gderliwymi starcami. Zdawałam sobie sprawę,
że w końcu nas opuszczą, i nic na to nie mogłam poradzić.
Dolina była dla nas rodzajem sanktuarium - miejscem, w którym mogliśmy uporać się z własnym smutkiem, i obecność Drzewa była absolutnie niezbędna.
Jeśli chwilę nad tym pomyślicie, z pewnością zrozumiecie.
Po pewnym czasie dotarła do nas wieść o odejściu Darana i Kamiona.
- Byli już bardzo zmęczeni, Pol. - Tylko tyle powiedział ojciec przed powrotem do swych badań.
Zbliżało się moje pierwsze stulecie, gdy wujek Beldin wrócił z Mallorei.
- Spalona Gęba nadal jest w Ashabie - opowiadał - i nic się tam nie wydarzy, dopóki
nie opuści swego odosobnienia.
- Czy Zedar nadal z nim jest? - zapytał ojciec.
- O tak. Zedar uczepił się Toraka jak pijawka. Bliskość boga wyraźnie uderza mu do głowy.
- Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.
- A przynajmniej nie te, które dotyczą Zedara. Czy Ctuchik robi coś interesującego?
- Chwilowo nic na tyle interesującego, by budzić niepokój. Czy Urvon nadal ukrywa się w Mal Yaska? Beldin zachichotał paskudnie.
- Och, w rzeczy samej, Belgaracie, ukrywa się. Co jakiś czas zaglądam w jego sąsiedztwo i zarzynam kilku Grolimów. Zawsze zostawiam jednego czy dwóch przy życiu, aby mieć
-
|