opaski -
to, że czeka mnie dalsza droga, niż myślałam -
- Co powiedziałaś, pani?
- Nic, Kathandrionie. - Roześmiałam się i czule położyłam dłoń na jego nadgarstku.
Dom, który ostalecznie kupiłam, siał niedaleko pałacu. Był spory ale zapłaciłam za niego rozsądną cenę, głównie dlatego że opuszony od pokoleń, niemal popadł w ruinę. Zapewne mogłam się sama zaiąć remontem, ale tym samym rozprzestrzeniłabym zarazę, przed którą uchodziłam z pałacu. Toteż wynajęłam robotników do załatania dachu, podstemplowania fundamentów, wymiany wybitych okien. Przepędzenia ptaków i wiewiórek oraz rozebrania bimbrowni, którą urządził sobie jakiś pomysłowy karczmarz, nie dbając o uzyskanie
stosownych pozwoleń. Szybko odkryłam, że robotnicy Wacune dzielą się na trzy kategorie: źli, gorsi i okropni. Zajrzałam tam pewnego ranka, aby zobaczyć, jak posuwają się prace, i nikogo nie zastałam. Po robotnikach nie było śladu i niczeg od mojej ostatniej wizyty nie zrobiono. Dach nadal był dziurawy, żadna z przegniłych desek nie została wymieniona i nie wprawiono nawet jednej szyby. Używałam sobie do woli, czerpiąc z bogatego słownictwa wujka Beldina.
- Rzadkość to niebywała spotkać damę tak utalentowaną językowo - powiedział ktoś za mną.
Odwróciłam się i ujrzałam krzepkiego jegomościa o twarzy okolonej rudą
brodą. Stał oparty o framugę drzwi i niedbale czyścił sobie paznokcie groźnie wyglądającym sztyletem.
- Kim jesteś? - zapytałam. -1 co tutaj robisz?
- Zwą mnie Killane, łaskawa pani, a twa podziwu godna elokwencja zwabiła mnie tutaj, jak miód przyciąga pszczoły. Masz kłopoty?
- Nie widzisz?! - wybuchłam, wskazując zrujnowany dom. - W ubiegłym tygodniu najęłam pewnych ludzi, którzy mieli uprzątnąć ten bałagan. Pieniądze wzięli szybko, ale chyba zapomnieli, gdzie znajduje się dom.
- Zapłaciłaś im z góry? - zapytał z niedowierzaniem. - Gdzieś ty miała rozum, łaskawa pani? Tego nigdy robić nie wolno. Zapłata należy
się po opaski skończonej robocie, nie przed.
- Nie wiedziałam.
- Aj, aj, aj! Ależ z ciebie jagniątko, kochana dziewczyno. Poznałaś może imiona tych leni?
- Wydaje mi się, że ten, z którym rozmawiałam, nazywał się Skelt - odparłam z zawstydzeniem. Jak mogłam być tak naiwna?
- Ach, ten! Można na nim polegać prawie tak jak na wiosennej pogodzie. Wytropię go dla ciebie, łaskawa pani. Niewielka nadziej aby jemu czy kompanom zostały jeszcze jakieś pieniądze, ale sprowadzę ich tutaj, żeby odrobili to, co są winni.
- Dlaczego chcesz mi pomóc? - zapytałam z podejrzliwością.
- Ponieważ potrzebny ci
ktoś do dozoru, panienko - powiedział bez ogródek. - Przygnam tu Skelta z jego nicponiowatą drużynę i zmuszę ich do roboty. Jeśli po tygodniu nie będziesz zadowolona rozstaniemy się bez pretensji. Ale jeśli spodoba ci się mój sposób prowadzenia spraw, porozmawiamy o czymś konkretnym.
Zapewne powinnam poczuć się urażona sposobem, w jaki wkroczył w moje życie i przejął dowodzenie, ale najwyraźniej miał rację. Na tym konkretnym obszarze ludzkiej działalności rzeczywiście byłam biednym zagubionym jagnięciem. Rozmawialiśmy jeszcze trochę Killane skromnie przyznał się, że jest „najlepszym budowniczym całej Arendii". Potem obeszliśmy dom i powiedziałam mu,
co trzeba zrobić. Na większość moich pomysłów przystał i wykazał wady tych, z którymi się nie zgadzał. Po zakończeniu obchodu dość czule poklepał jedną ze ścian.
- Nadal zdrowy staruszek, choć srodze go zaniedbano. Z czasem przywrócimy mu świetność. - Potem spojrzał na mnie dość surowo. - Pozwól, że powiem ci zaraz na wstępie, łaskawa pani, iż nie mam zamiaru odwalać lipy, zatem nadszarpnie to nieco twą kiesę. Mieszkać tu będziesz dłuższy czas, a ja zaiste nie mam zamiaru narażać się na wstyd, gdy te poczciwe mury zawalą się po kilku latach. Jeśli
-
|