salon Volvo - praca elektryka - naprawa samochodów -
krwi. - Potem mrugnął do mnie. - Nikomu o tym nie powiem. Sterroryzowałaś szubrawców z całej dzielnicy. Tym łotrom nogi trzęsą się na twój widok.
- Miły z ciebie chłopak - powiedziałam, klepiąc go po policzku. Potem ruszyłam błotnistą ulicą w kierunku wschodniej bramy miasta. Szczurza Nora pasowała do swej nazwy. Wszędzie było pełno pajęczyn, a podłodze bardziej przydałaby się szufla niż miotła. Podeszłam do chwiejnego, rozklekotanego kontuaru.
- Który z tych pijaczków nazywa się Yarblek? - zapytałam gościa po drugiej stronie szynkwasu.
- To tamten młodzik w kącie. Próbuje odespać wczorajsze pijaństwo. Masz zamiar go zabić?
- Skąd salon
Volvo ci to przyszło do głowy?
- Przecież cię poznaję, Polanno. Gadają, że zabijasz ludzi za samo spojrzenie na ciebie.
- Bzdura. Dzisiaj jeszcze nikogo nie zabiłam... jak na razie. A teraz wybacz mi, muszę zamienić kilka słów z Yarblekiem.
Yarblekowi do obudzenia wystarczyła jedna trzeszcząca deska. Ręka śmignęła mu do sztyletu, nim jeszcze otworzył oczy. Potem spojrzał na mnie zuchwale.
- Siadaj, skarbie - zaprosił mnie, podsuwając nogą stołek. - Jesteś nowa, no nie? Chyba nie widziałem cię tu przedtem. Postawić ci coś do picia?
- Nie jesteś trochę za młody na przesiadywanie w oberżach, panie Yarbleku? - zapytałam, siadając
praca elektryka na podsuniętym stołku.
- Ja nigdy nie byłem młody, skarbie. Już urodziłem się dorosły. Ssałem mocne piwo, a pierwszego człowieka zabiłem, jak miałem siedem lat. - I tak dalej, i dalej. Chełpił się tym, ile potrafi wypić, ilu ludzi zabił i ile kobiet nie potrafiło się mu oprzeć. Wcale się nie spodziewał, że uwierzę w te kłamstwa. Starał się raczej mnie zabawić. Był to nieokrzesany, zarozumiały wyrostek, ale wiele znaków wskazywało, że jest nieprzeciętnie przebiegły i jeśli nie popełni jakichś poważniejszych głupstw, dożyje wieku dorosłego, a wówczas poradzi sobie z tym, co przeznaczone mu jest
zrobić naprawa samochodów w przyszłości. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że w końcu zacznie robić interesy z księciem Kheldarem i stanie się najbogatszym człowiekiem na świecie. Po jakimś czasie jego przechwałki już mnie znudziły.
- Wyglądasz na zmęczonego, Yarbleku - zasugerowałam.
- Nigdy nie jestem zbyt zmęczony na rozmowę z piękną kobietą - powiedział, po czym powieki mu opadły i zaczął chrapać.
Zapewne to nawet nie było konieczne, biorąc pod uwagę jego stan, ale dla pewności wymazałam z jego pamięci wspomnienie tego spotkania - a także z pamięci człowieka za kontuarem.
- Mamo! - zawołałam w myślach, gdy opuściłam
Szczurzą Norę.
- Volvo Słucham, Pol?
- Znalazłam Yarbleka. Jest jeszcze dość młody, ale bardzo obiecujący... jeśli dożyje.
- Wiem z bardzo dobrego źródła, że dożyje, Pol. Czy możemy mu zaufać?
- Zapewne nie powinnyśmy, ale spróbujmy.
- Zostaniemy tu jakiś czas. Będziesz mogła obserwować, jak sobie radzi.
- Kim jest ten drugi, z którym powinnam się spotkać?
- Nowy król, Drosta lek Thun.
- Jak bardzo nowy?
- Koronowano go w 5342 roku. Ma teraz dwadzieścia lat.
- Spodziewamy się pomocy od króla Angaraków?
- To nie ja podejmuję decyzje, Pol. Masz porozmawiać z królem Drosta i dociec, dlaczego zdecyduje się, być może, na zmianę stron.
-
Trudno chyba samochody szwedzkie będzie dostać się do jego pałacu.
- Myślę, że Gallak nam w tym pomoże.
- Porozmawiam z nim dziś wieczorem.
Prawdopodobnie o wiele trudniej było mi się przystosować do warunków życia w domu Gallaka niż jemu do mojej obecności. Musiałam ciągle pamiętać, że on jest przekonany, iż mieszkam pod jego dachem od sześciu tygodni.
- Jak ci minął dzień, Polanno? - zapytał uprzejmie przy kolacji.
- Jak zwykle - odparłam. - Byłam na bazarze i odwiedziłam kilka straganów. Nic jednak nie kupiłam.
- Potrzebujesz pieniędzy?
- Nie. Czy spotkałeś kiedyś króla Drostę?
- Kilka razy. Dlaczego pytasz?
- Z ciekawości. Jaki
Volvo - samochody szwedzkie -
|