Ciekawe miejsca
zarabianie przez internet

zarabianie przez internet

zarabianie przez internet

Nawigacja

zarabianie przez internet -

temu ledwo widoczne wzruszenie ramion, powątpiewanie skrzętnie ukryte za niechęcią do wszczynania kolejnej kłótni. Przygląda się jego łagodnemu wyrazowi twarzy, potem siada podparta na ręce. — To kwestia formy. Moja ciotka ma całą masę różnych wspaniałych przyjaciół artystów. Wszyscy to mówią. — On rozkłada ręce. — I nie chodzi tu tylko o stronę wizualną. To również aspekt plastyczny. — On kiwa głową. Ona przygląda mu się bacznie. — Sądzisz, że to dziwaczne, co? — On rzuca jej nieco zażenowany uśmiech i opuszcza wzrok. Ona przygląda mu się jeszcze przez chwilę z lekką naganą w oczach, po czym unosi się

i klęczy wyprostowana na łóżku, przodem do miejsca, w którym on siedzi; uda ma mocno ściśnięte. — Wcale nie gniewam się na ciebie ani odrobinę mniej, nie wyobrażaj sobie, ale ponieważ ma to być lekcja poglądowa, a ty, mam wrażenie, nie bardzo rozumiesz, o co mi chodzi, pozwalam ci na szybką ocenę... tego drugiego aspektu. — Jej ręce sięgają w dół i odnajdują dwie linie. — Jeśli chodzi o ścisłość, to biorą one swą nazwę od mojej ciotki. Bruzdy Afrodyty. — Unosi wzrok. — Tak miała na imię. On kiwa głową. Ona składa ręce za plecami i wpatruje się

w ścianę za nim, jak uczennica czekająca na nagrodę. On wstaje, podchodzi i siada przy niej na krawędzi łóżka; następnie muska koniuszkami palców ten drugi aspekt. — Robię to specjalnym środkiem depilującym. Ziołowym. Pewien mały człowiek z Ktimy. Niedaleko domu mojej ciotki. — Cisza. Jej ręce pojawiają się nagle i odpychają go. — Pozwoliłam ci podziwiać zewnętrzną formę. Z czysto artystycznego punktu widzenia. Jesteś gorszy niż dziecko. Zupełnie nie można porozmawiać z tobą poważnie. — Odwraca się i siada tak jak wcześniej, z założonymi rękami i plecami opartymi o poduszki. — Świnia. — Kopie w bok lewą nogą. —

Siedź zarabianie przez internet już tutaj, jeśli musisz. Ale trzymaj ręce przy sobie. — On zostaje na brzegu łóżka, zgina się, potem prostuje, patrzy prosto w jej ciemne oczy. — Zboczeniec. On przesuwa się odrobinę bliżej. — Nie można ci dać nawet palca. — On kładzie jej rękę na biodrze. Ona podnosi rękę, by trzymać go na dystans. — Tylko dlatego, że nie mam nic na sobie, nie musisz zaraz zachowywać się jak neandertalczyk. Ja miałam na myśli klasyczne sympozjum. Przed chwilą wymyśliłeś kompletnie nie istniejącą lampę. Dlaczego, do diabła, nie możesz wymyślić drugiego łóżka lub attyckiego szezlongu? Nie wiem. —

On uśmiecha się. Ona płonie gniewem. — Znam facetów, którzy daliby obciąć sobie rękę, by usłyszeć tak osobisty rozdział mojej autobiografii. Dlaczego ze wszystkich ludzi musiałam wybrać akurat ciebie... Mam wielką ochotę już skończyć. — On czeka. — I skończyłabym, gdyby nie to, że wiem, iż zaraz byś wkoło rozgłosił, że kiedy przyszło co do czego, to stchórzyłam. Chciałbyś, co? — Patrzy na niego nie widzącym wzrokiem. — Nic z tego, będziesz słuchał. Nieco ciaśniej zaplata ręce; potem, unikając jego wzroku, ciągnie dalej: — Teraz wiem, że przez zupełny przypadek, temu wyjątkowo hojnie wyposażonemu przez naturę młodzieńcowi zawdzięczam moją wzrokową

inicjację. W jakiś przedziwny sposób moja odraza zmieniła się we współczucie dla niego. Podobny był do ciebie. Taki niesłychany narcyz, że nie można było zastosować do niego zwyczajnej miary. To był zawsze mój słaby punkt. Mam zbyt miękkie serce dla umysłowych kalek. Ale do rzeczy. W końcu chciałam do niego podejść i poprosić, by był dla siebie nieco łagodniejszy. Miałam wrażenie, że zachowuje się dziwnie i brutalnie. Jakby był na to wściekły lub coś takiego. Oczywiście nie podeszłam, byłam zbyt nieśmiała. Miałam zaledwie trzynaście lat. W końcu wymknęłam się stamtąd i próbowałam udawać, że to się nigdy nie

-

Nawigacja